Z Wojciechem Woźniakiem -prezesem spółki PEKLIMAR, inicjatorem klastra mięsnego-rozmawia Bożena Skarżyńska .....Sektor mięsny wymaga od dostawców i integratorów rozwiązań IT specyficznego podejścia, wymuszanego przez niestandardowy proces produkcji - najpierw odbywa się rozbiór, następnie wytwarzanie produktu finalnego. Ponadto caty proces przetwórczy, od dostawy surowca przez detal, po odbiór asortymentu, musi być ściśle monitorowany. .....
WYDANIA > (nr 2) 2010 > JAKOŚĆ OBOWIĄZKOWA
JAKOŚĆ OBOWIĄZKOWA PDF Drukuj Email Dodaj do Facebook`a

Rozmowa z profesorem Stanisławem Kowalczykiem,
Głównym Inspektorem Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych

-Jaka jest skala zafałszowań produktów i ich złego oznakowania w porównaniu z ubiegłymi latami?
- Badamy trzy podstawowe obszary jakości. Pierwszym jest organoleptyka, czyli smak i wygląd artykułu, jego przekrój, barwa czy zapach. Pod tym względem nieprawidłowości od lat wahają się na poziomie od 1 do 3 proc. Skala nieprawidłowości jest raczej związana z sezonowością niektórych artykułów lub „wpadką” zakładu produkującego żywność.
Drugi obszar to parametry fizykochemiczne, czyli skład produktu. I tutaj skala nieprawidłowości jest wyższa, choć zarazem dostrzegamy tendencję spadkową. Trzy lata temu poziom zafałszowania wynosił ok. 15 proc, w minionym 10 proc. Przy czym znacznie więcej nieprawidłowości widać w grupach asortymentowych pochodzenia zwierzęcego, szczególnie w branżach przetwórstwa ryb, mięsa i mleka, a mniej i w grupach asortymentowych pochodzenia roślinnego. W przypadku przetwórstwa ryb napotykamy się na dwie podstawowe grupy nieprawidłowości. Pierwszą jest przekraczanie poziomu glazury. Drugą - zaniżanie masy mięsa ryby w stosunku do dodatków takich jak papryka czy cebula.
Nieprawidłowości występują również w innych rodzajach asortymentu w poszczególnych produktach, na przykład w bułce tartej, w której prawie zawsze jest dużo zafałszowań. Chociaż przepisy dokładnie mówią o tym, z czego bułka tarta może być zrobiona, to bardzo często produkuje się ją z tych przetworów piekarniczych, które nie zostały sprzedane. Dlatego znajdujemy w niej nie tylko pozostałości po dodanych do produktów piekarniczych takich dodatków jak: mak, sezam czy orzechy lecz także resztki różnego rodzaju opakowań.
Trzeci obszar, niezmiernie istotny, to znakowanie. Klienci bardzo często nie wiedzą, że źle oznakowany produkt również jest produktem o niższej jakości. Tymczasem w zakresie znakowania obserwujemy, że poziom nieprawidłowości w ciągu ostatnich lat waha się pomiędzy 30 a 35 proc. Zdarzają się przypadki, gdy w czasie kontroli stwierdzamy nieprawidłowości sięgające 50-60 proc. Najwięcej wykrywamy ich w produktach piekarniczych, bo piekarnie często nie znają przepisów lub ich nie przestrzegają. I niestety w tym obszarze sytuacja nie ulega poprawie.

- Jak wypadamy pod względem fałszowania żywności w porównaniu z innymi krajami UE?
- Poziom jakości żywności w Polsce jest porównywalny z poziomem w innych krajach unijnych, a w pewnych grupach asortymentowych możemy się pochwalić żywnością wyższej jakości. Na przykład świetne są nasze wędliny średniorozdrobnione. To co nas odróżnia od innych krajów, to rodzaje zafałszowań, które spotykamy. W Polsce znajdujemy głównie zafałszowania w produktach mięsnych czy mlecznych. Na południu Europy, w takich krajach jak Włochy czy Hiszpania, jedną z najczęściej pojawiających się nieprawidłowości jest fałszowanie wina. Fałszowanie alkoholi, także mocnych, w tym whisky, jest również problemem brytyjskim. Drugi rodzaj fałszowania, popularny w niektórych krajach europejskich, to podszywanie się pod nazwy produktów chronionych, ekologicznych czy regionalnych. Generalnie można powiedzieć, że do nieprawidłowości dochodzi najczęściej w tych grupach asortymentowych, które stanowią o podstawie diety w naszym kraju. Warto przy tym zwrócić uwagę na kwestię uregulowań prawnych. Otóż są takie grupy asortymentowe, które są objęte normami unijnymi i takie, które tym normom nie podlegają. Przykład pierwszej grupy stanowią przetwory mleczne, gdzie kategoria mleka i masła są precyzyjnie określone. Przykładem drugiej są natomiast przetwory mięsne, które zostały objęte standardami opracowanymi przez poszczególne kraje członkowskie. Polskie normy dotyczące przetworów mięsnych nie są obowiązkowe dla producentów.

- A pana zdaniem, powinny być obowiązkowe?
- Głosy w tej sprawie są podzielone. Część producentów powołuje się oczywiście na swobodę działalności gospodarczej, ale z punktu widzenia konsumenta nie ulega wątpliwości, że jeżeli normy byłyby obligatoryjne, to konsument miałby większą pewność, że będzie wiedział, co kupuje. W tej chwili producenci, tworząc własne specyfikacje produktów, ustalają tak różnorodne przedziały zawartości wody czy tłuszczu oraz białka, że limity te sięgają kilkudziesięciu punktów procentowych. Dlatego jako Inspekcja postulujemy, by stworzyć pewne standardy do obligatoryjnego stosowania przynajmniej w kilku, najbardziej popularnych asortymentach. Ministerstwo podjęło taką inicjatywę i są prowadzone konsultacje z branżą mięsną, natomiast z tego co wiem, to nie będzie taka prosta sprawa.

- Fałszując żywność, producenci podcinają gałąź, na której siedzą, ponieważ budzą nieufność klientów - również tych zagranicznych. Jak pan ocenia tę groźbę?
- Na początek warto zaznaczyć, że fałszuje zdecydowana mniejszość producentów, natomiast te kilka procent nieuczciwych przetwórców rzuca cień na wszystkich, co odbija się na reakcjach konsumentów. Jeżeli konsument nabiera przekonania, że jest oszukiwany, to poszukuje produktu zastępczego lub produktu wytwarzanego przez innego wytwórcę, często z innego kraju. Tak było z masłem. Jeszcze trzy lata temu, aby kupić prawdziwe masło, trzeba było sięgać po importowane. W tej chwili sytuacja bardzo się poprawiła ale nieufności konsumentów nie udało się do końca rozwiać. Nie ulega wątpliwości, że takie sygnały nie sprzyjają także eksportowi. Dlatego branże próbują same się oczyścić. Dochodzą do nas głosy producentów z branż mlecznej, soków i napojów owocowych, mięsnej, producentów win owocowych czy miodów, którzy silnie piętnują nieuczciwych przetwórców. Przedsiębiorcy już wiedzą, że w zglobalizowanym świecie sygnały o nieprawidłowościach rozchodzą się lotem błyskawicy, co odbija się na ich reputacji, a co za tym idzie - na zachowaniach konsumentów.
- Dzięki nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych Inspekcja otrzymała nowe możliwości karania nieuczciwych producentów, szczególnie tych, którzy notorycznie fałszują żywność. Jakie są pierwsze wyniki stosowania tych przepisów?
- Mandaty i grzywny, które były stosowane w reżimie starych rozwiązań sprzed 18 grudnia 2008 r., czyli przed wejściem w życie znowelizowanej ustawy, opiewały z reguły na 200-300 zł. W tej chwili nasi inspektorzy, korzystając z nowych rozwiązań prawnych, nakładają kary pieniężne, w granicach 1-2 tys. zł, ale są też takie, które już wynoszą 5-10 tys. zł a nawet więcej. Jednak liczymy na to, że wysokość kar będzie miała charakter prewencyjny. Ale też, jak pan słusznie zauważył, są kary przewidziane dla przedsiębiorców, którzy notorycznie łamią przepisy. Wobec nich kary na pewno będą bardziej dotkliwe, bo mogą dochodzić nawet do wysokości 10 proc. rocznego przychodu. Ponadto nową formą karania jest możliwość podania do publicznej wiadomości nazwy firmy, która fałszuje żywność. Ta informacja upubliczniona często ma skutki bardziej dotkliwe niż wysokie kary pieniężne.

- Rozumiem, że nie zdarzają się już przypadki utrudniania pracy inspektorom, co zdarzało się w przeszłości?
- Owszem, mamy nowe możliwości związane z wymierzaniem kar pieniężnych za utrudnianie pracy inspektorom. Bywało, że nieuczciwi przedsiębiorcy nie chcieli wpuścić inspektorów na teren firmy. W tej chwili nie mam sygnałów, aby były większe utrudnienia w zakresie udostępnienia czy to pomieszczeń produkcyjnych, czy magazynowych, czy informacji pisemnych naszym inspektorom.
- Nowe przepisy to nowe perspektywy rozwoju Inspekcji, ale też nowe wyzwania. Co uważa pan za najistotniejsze dla przyszłości IJHARS?
- Większe możliwości w zakresie kontrolowania i sankcjonowania wyższymi karami wymagają od nas wzmocnienia dwóch pionów inspekcji. Pierwszy to pion laboratoryjny, bo podstawowa grupa zafałszowań żywności dotyczy parametrów fizykochemicznych. W tej chwili rozwijamy i konsolidujemy bazę laboratoryjną. Chcemy, aby w strukturze Inspekcji działały laboratoria dobrze wyposażone, przygotowane do badania poszczególnych parametrów żywności. To jest o tyle ważne, że coraz więcej producentów dysponuje własnymi laboratoriami, niektórzy korzystają z laboratoriów prywatnych. Musimy być więc też przygotowani do sprostania doskonalszym niż dotychczas metodom fałszowania żywności.
Szybkiego wzmocnienia wymaga też pion prawny, liczymy się bowiem z tym, że po podniesieniu wysokości kar część decyzji będzie zaskarżanych do sądów, musimy więc przygotować się do ewentualnych rozpraw sądowych. To są zagadnienia, które dziś uważam za najbardziej istotne.

- To sprawy do załatwienia na dziś - a jakie są do rozstrzygnięcia w dalszej przyszłości?
- Inspekcja jest jednostką budżetową. Po pierwsze mamy ograniczone środki finansowe, którymi dysponujemy. Kontrole, które realizujemy, są dosyć kosztowne, bo do każdego producenta musimy dojechać. Poza tym trzeba pamiętać, że realizujemy wiele innych zadań poza kontrolą jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Nasze wszystkie zadania są opisane w ponad 150 aktach prawnych, realizujemy wiele zadań np. w zakresie rolnictwa ekologicznego, rynku produktów regionalnych, rynku nawozów, nadzoru nad systemem EUROP w klasyfikacji tusz wołowych i wieprzowych.
Drugim elementem mogącym zwiększyć sprawność działania pozostaje pionizacja Inspekcji. Obecnie mamy 16 wojewódzkich inspektorów, którzy podlegają wojewodom, a swoje zadania wykonują przy pomocy wojewódzkich inspektoratów jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Nasz budżet zależy od ministra rolnictwa, a budżety poszczególnych wojewódzkich inspektoratów od poszczególnych wojewodów.
Warto przy okazji zauważyć, że coraz więcej krajów rozwiniętych konsoliduje inspekcje kontrolujące żywność i tworzy duże, sprawne organizmy na wzór policji żywnościowej. U nas nadal jest wiele rozproszonych instytucji, które kontrolują żywność tylko na wybranych etapach, albo w różnych aspektach. Ale to już temat na odrębną dyskusję.
Rozmawiał: Bogusław Mazur Bezpieczeństwo i Higiena Żywności 7/72/2009

 

 

kalteks4asinffwsaterrollsilikalpmbiffa
.
.

© Copyright by NIPRESS 2010 Wszelkie prawa zastrzeżone. Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treści reklam i ogłoszeń publikowanych w serwisie. Wszystkie informacje zamieszczone w serwisie są publikowane na wyłączną odpowiedzialność osób nadsyłających i podających dane. Wydawca nie zwraca materiałów niezamówionych. Wydawca zastrzega sobie prawo wyłączności do reprodukowania stworzonych i zamieszczonych w serwisie reklam i ogłoszeń. Jakakolwiek część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przedrukowywana ani przechowywana w żadnej bazie danych bez pisemnej zgody wydawnictwa Nipress.

Wydanictwo Nipress