|
Pokolenie 55+ to dwa bieguny. Pierwszy to kobiety, które są odpowiedzialne za przemyślenie, przygotowanie i podanie posiłków. Drugi to mężczyźni, którzy są odpowiedzialni za... zjedzenie tego co dostają na talerzu. Żona potrafi obrazić się na męża za to, że usiadł do stołu za poźno, obiad trochę ostygł i „nie będzie smakował”.
ROZMOWA Z Michałem Kotem:
Małgorzata Smolińska (lat 34): Przy okazji badań trendów żywieniowych Polaków przypatrywaliście się tzw. segmentowi 55+. My, którym do tego wieku jeszcze trochę brakuje, porozmawiamy dziś o tym, jak jedzą najstarsi Polacy. Michał Kot (lat 37): To najbardziej konserwatywna grupa. Pełne przywiązanie do tradycji żywieniowych, jak najmniej zmian. Starsi wiedzą, co jest dla nich najlepsze, i są całkowicie przekonani o słuszności swoich wyborów Dla nich mleko będzie zawsze superzdrowe, życie bez mięsa to nie życie, a trzy posiłki dziennie to podstawa racjonalnego żywienia. W tych kwestiach nikt i nic ich nie zmieni. Dzięki Bogu, że ktoś pielęgnuje tradycje żywieniowe, że chce, żeby nie zalały nas fast foody i bary sushi! - Z jednej strony dzięki Bogu, ale z drugiej strony pamiętajmy, że starsze pokolenie wychowało się w PRL-owskiej kulturze żywienia i że świat był wtedy nieco inny. W kuchni naszych babć i dziadków nadal widzimy sceny jak z filmów z lat 70. Czyli patelnia, a na niej kotlet. Smaży się, smaży, potem przerzutka na drugą stronę i znowu smażenie. Nie mam nic przeciwko jedzeniu mięsa ale nie trzeba kąpać go w tłuszczu! A na reklamy też są odporni? - Starsi Polacy zupełnie inaczej odbierają zjawisko promocji niż młodzi, którzy wychowali się w świecie kipiącym reklamami. Ostatnio byłem świadkiem ciekawej sceny na bazarku - sprzedawca nabiału miał jogurty o nic niemówiącej nazwie i przekonywał starszą panią, że są świetne, mimo że nikt ich nie reklamuje. „Wie pani, dlaczego oni tak w telewizji reklamują inne jogurty? Bo im nie mogą zejść z magazynów! Jakby im schodziły, to by przecież nie reklamowali. Ja mam tutaj lepszy, tańszy - tego nie trzeba reklamować, tak ludzie biorą!”. Ale to wcale nie oznacza, że żadna reklama do nich nie trafia. Na przykład świetnie odebrane zostały kampanie Actimela czy Activii - udowodniły starszym, że w ukochanym nabiale może być jeszcze więcej zdrowia. Starsze pokolenie znane jest z zamiłowania do gazetek promocyjnych. - No tak to jedna z najlepszych form dotarcia do tej grupy. Polski emeryt czy rencista nie należy do zamożnych średnia emerytura jest bardzo niska, a jednak... Polak potrafi! Starsi wykazują niezwykłą sprawność, gdy jest szansa na zaoszczędzenie kilku złotych. Doskonale rozeznają się, gdzie i co można kupić taniej. Mają czas na wycieczki zakupowe, wertują gazetki w poszukiwaniu okazji, informują sąsiadów, że w Tesco jest promocja tego, a u pani Irenki tamtego. Do niedawna ulubionymi miejscami zakupów starszych Polaków były tradycyjne sklepy osiedlowe. Blisko, nie trzeba siatek daleko dźwigać, można sobie spokojnie porozmawiać z ekspedientką. Ale kryzys pozmieniał nieco nasze przyzwyczajenia i coraz więcej sześćdziesięcio- i siedemdziesięciolatków porzuca sklepy osiedlowe na rzecz dyskontów. Jest jeszcze jedno miejsce zakupowe, które cieszy się ogromną popularnością. To bazarek. Mimo że nie zawsze jest tam tanio, starsze pokolenie tam właśnie woli kupować owoce, warzywa, nabiał i mięso. Bo polskie, bo świeże, bo niesztuczne. No i potargować się można. Konkludując: Polak 55+ potrafi żyć skromnie, liczy każdą złotówkę, pilnuje, żeby nic się nie marnowało... - O właśnie! Starsi kupują produkty spożywcze w pojedynczych opakowaniach, mniejsze porcje. Żadnego hurtu, tak jak to robi tzw. nowoczesne społeczeństwo. Żona i ja często kupujemy na zapas, no i zdarza się, że w lodówce otwarty serek czy jogurt stoi za długo i potem ląduje w koszu. W gospodarstwie emeryta to duża strata. Do supermarketów starsi wybierają się o wiele rzadziej, mimo że duże sieci organizują bezpłatny dowóz autobusami. Dyskont, bazarek i sklep osiedlowy - tam Polak 55+ czuje się jak ryba w wodzie. Spece od żywienia zachęcają nas do jedzenia pięciu posiłków w ciągu dnia. Pan wcześniej wspomniał, że wiecznie żywy jest model trzyposiłkowy. - Starszy Polak wierzy w śniadanie, obiad i kolację. I właśnie on, częściej niż inne grupy wiekowe, zasiada do prawdziwego śniadania i prawdziwej kolacji. A obiad, główny posiłek dnia, koniecznie musi być na ciepło. Pokolenie 55+ to dwa bieguny. Pierwszy to kobiety, które są odpowiedzialne za przemyślenie, przygotowanie i podanie posiłków. Drugi to mężczyźni, którzy są odpowiedzialni za... zjedzenie tego, co dostają na talerzu. Tak już jest, że w pewnym wieku w tzw. podstawowej komórce społecznej kobiety stają się elementem alfa - przejmują inicjatywę. Żona potrafi obrazić się na męża za to, że usiadł do stołu za późno, obiad trochę ostygł i „przecież nie będzie ci smakowało”. A mężczyźni przechodzą w stan bierności (nie mylić z defensywą! To po prostu grzeczne poddanie się temu, co zarządzi kobieta). Zjedzą, granicy świata garnków nie przekroczą, zakupy zrobią, ale z listą spisaną przez żonę. A co najbardziej smakuje nestorom polskich rodzin? - Bardziej niż młodsi cenią nabiał. Są głęboko przekonani, że jest najważniejszym składnikiem pokarmowym. Mleko, sery, twarogi, kefir, maślanka, jogurty, ale bez żadnego wydziwiania, żadne tam duże kawałki marakui, żadne musli, żadne deserki, no może tylko dla wnuków. Porównaliśmy sobie, co emerytowany Polak lubi o wiele bardziej niż Polak młodszy. Na samej górze tej listy jest... smalec. Potem są kasze, dżemy, herbaty owocowe i zioła - pokrzywa, dziurawiec, melisa. 55+ to główny odbiorca Herbapolu. Starsi zupełnie nie rozumieją, jak można kupować dania mięsne „na tacce”, np. szaszłyki czy gotowe przyprawione kotlety. Bo nigdy nie wiadomo, co jest w środku. Mniej niż młodszych interesują ich chipsy, słodycze, musli, cola i kawa rozpuszczalna. Nie szaleją za słonymi przekąskami. Orzeszki? Łeee, kanapka lepsza. A mięso? A warzywa? - Mięso to mus! Ale najstarsi Polacy jedzą teraz o wiele mniej wieprzowiny, mimo że jest ogólnodostępna, nie tak jak w PRL-u. Króluje drób - kurczak jest tańszy i postrzegany jako zdrowszy. Warzywa i owoce traktowane są jak obowiązkowe wsparcie każdego posiłku. Ale tutaj też bez egzotyki: pomidor, ogórek, kapusta, jabłko. Sześćdziesięciolatek raczej nie skusi się na zielone kartofelki z dowcipu: „Kochanie, zobacz! Kupiłem na bazarze zielone kartofelki. Strasznie drogie były, ale jakie ładne!”. I co to było? -Kiwi [śmiech]... A kawa i ciasteczko? - Kawa trochę mniej, bo ten wiek to już przeważnie problemy z ciśnieniem. Z ciasteczkiem też różnie, bo cukrzyca Starsi cierpią na wszystkie możliwe dolegliwości - młodsi są „lepsi” jedynie w kategorii „ból głowy”. Dlatego Polak 55+ stale spotyka się z lekarzem i z tych spotkań dowiaduje się, co robić, żeby czuć się lepiej i jak dbać o zdrowie. To właśnie od lekarza może usłyszeć, że ma nadwagę i trzeba przerzucić się na dietę. I przerzuca się? - Nie bardzo. Polak w podeszłym wieku nie odchudza się. Jedyne, co zaczyna robić, to uważa, żeby się nie przejeść. Otyłość to cecha starszego wieku, ale przez samych zainteresowanych jakby mniej zauważana. 58 proc. Polaków po 55. roku życia twierdzi, że ma odpowiednią wagę. Gdy prosimy potem o podanie wzrostu i aktualnej masy ciała i sami liczymy ich BMI [body mass index - współczynnik określający prawidłową wagę], wychodzi na to, że tylko co trzeci starszy Polak może powiedzieć, że „jest w normie”. Do otyłości przyznaje się 36 proc. starszych, a tak naprawdę jest ich prawie dwa razy więcej. Aż się prosi, żeby spytać teraz o uprawianie sportu... - Pytać zawsze można. Jeśli przyjmiemy - tak jak wielu emerytów - że spacer i praca na działce to aktywność sportowa, to okaże się, że sześćdziesięcio-, siedemdziesięciolatkowie uprawiają sport nawet częściej niż młodsze grupy wiekowe. Ale tak na poważnie: aktywność fizyczna w „segmencie 55+” jest znikoma. Niestety nic nie przebije telewizji - oglądają ją praktycznie wszyscy. Jedna trzecia emerytów czyta prasę i książki. Według mnie to mało. Ja już dzisiaj sobie obiecuję, że jak doczekam emerytury, to w końcu przeczytam wszystkie te książki, które teraz czekają w kolejce. Przyjdzie na to czas, przyjdzie czas, przyjdzie czas... - Mam nadzieję. Teraz ciężko jest powiedzieć, jak my będziemy zachowywać się na emeryturze. Może okaże się, że pewne rzeczy, jak ta książkowa lista na przykład nie będą miary już dla mnie żadnego znaczenia i że będę cały czas oglądał telewizję? I może zupełnie odpuszczę sobie kolacje w restauracji i będę jadał tylko bitki wołowe w domu? Bo dzisiejszy emeryt ceni wyłącznie jedzenie domowe. Jeżeli już decyduje się na posiłek poza domem, to - jeśli ma bardziej zasobny portfel - idzie do sprawdzonej restauracji albo do baru mlecznego. Jedno jest pewne - i bogaci, i biedni wzbraniają się przed fast foodami. Na wakacjach Polak 55+ szuka przede wszystkim miejsc z szyldem „domowe obiady”. Zupa, ziemniaki, kotlet, kompot. Nic jednak nie zastąpi jedzenia we własnym domu, robionego od początku do końca samodzielnie. Babcie i dziadkowie nie mają zaufania do gotowych dań i do półproduktów. Nie lubią kostek rosołowych, filetów rybnych. Im mniej kombinowania z jedzeniem, tym lepiej. Oj, ja też tego nie znoszę! Czy to oznacza, że jestem kulinarną emerytką? - To chyba dobrze o pani świadczy [śmiech]. Dzielenie konsumentów na segmenty wiekowe jest proste, ale nam, badaczom, bardziej chodzi o określenie konkretnego sposobu myślenia. Można mieć 30 lat, a myśleć jak sześćdziesięciolatek.
*MICHAŁ KOT z firmy IPSOS jest szefem zespołu koordynującego badania „Trendy w zwyczajach żywieniowych Polaków”. Badania są prowadzone co roku na reprezentatywnej próbie 800 Polaków. Przytoczone dane pochodzą z badania przeprowadzonego w lipcu 2009 roku.
Gazeta Wyborcza nr 52/2010
|